loading...
Turystyka Górska
Sporty Górskie
loading...
Strefa Outdoor
Kultura
loading...
  Kultura

Turystyka

Turystyka

Sport

Sport

Sprzęt

Sprzęt
  Konkursy

 Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią zapraszamy do lektury wywiadu z Krzysztofem Wielickim, na kilka dni przed jego wyjazdem na zimową wyprawę na K-2. Myślę, iż Krzysztofa Wielickiego - członka założyciela naszego Klubu - nikomu przedstawiać nie trzeba. Dla żądnych większej ilości informacji na jego temat proponuję dział wyprawy, gdzie zamieszczono linki do stron, na których jest on opisywany. Wywiad został przeprowadzony w siedzibie firmy Krzyśka w Dąbrowie Górniczej, która stała się w tej chwili centrum logistycznym wyprawy.

     Myślę, iż Krzysztofa Wielickiego - członka założyciela naszego Klubu - nikomu przedstawiać nie trzeba. Dla  żądnych większej ilości informacji na jego temat proponuję dział wyprawy, gdzie zamieszczono linki do stron, na których jest on opisywany. Wywiad został przeprowadzony w siedzibie firmy Krzyśka w Dąbrowie Górniczej, która stała się w tej chwili centrum logistycznym wyprawy. Ciągle dzwoniące telefony, członkowie wyprawy chcący omówić jakieś ostatnie sprawy, czy zwykli klienci, którzy życzyli sukcesu - stąd być może pewien rozgardiasz w wypowiedziach, który nie został usunięty, gdyż ciekawie oddaje ostatnie chwile przed kolejną, wielką, polską wyprawą. Mając świadomość jak trudny cel został postawiony przed członkami wyprawy, z tym większą niecierpliwością czekamy na wieści o jej sukcesie. Życząc im powodzenia, zapraszam wszystkich do lektury wywiadu.

Ireneusz Gosztyła: Zamiast standardowego - "czym są dla Ciebie Himalaje" coś innego: zdobyłeś już koronę Himalajów, czy nie nadszedł już może czas, aby zająć się działalnością charytatywną lub po prostu interesami - jakaś firma outdoorowa lub zajmująca się wprowadzaniem ludzi na łatwiejsze szczyty? Z tak znanym nazwiskiem nie powinieneś mieć problemów z klientami?

Krzysztof Wielicki: Na pewno jeszcze nie nadszedł, bo po prostu nic innego nie umiem robić. Tak poważnie to zajmuję się też prowadzeniem firmy - Himal Sport Sp. z o.o. Mam parę pomysłów. Patrząc co się dzieje na rynku, wydaje mi się, że na najbliższy rok, dwa jedyną szansą jest bielizna techniczna. Uważam, że na naszym rynku jeszcze nie ma prawdziwej firmy bieliźnianej, nikt nie jest postrzegany jako firma typowo bieliźniana. Chcielibyśmy szyć trzy linie bielizny z polipropylenu, na którego włókno mamy certyfikat ISO 9001 i w perspektywie wejść z nią na teren supermarketów z ceną ok. 35 zł. Myślę, że to jest dobry kierunek.

IG: Wyjeżdżasz teraz jako leader na kolejną zimową wyprawę na trudny szczyt. Jak oceniasz szansę wyprawy na sukces?

KW: Krótko, jako duże. Skład wyprawy jest silny, a wśród członków panuje entuzjazm powiązany z determinacją. Wszyscy chcą wejść na szczyt.

IG: W związku z poprzednią zimową wyprawą na Makalu zarzucano Ci błędną organizację, strategię (częste zmiany dróg, taktykę "Krzysiek weźmie plecak, popruje sam na szczyt i będzie po wyprawie") oraz zbyt wysoką średnią wieku członków wyprawy. Czy w tym roku zaszły jakieś zmiany i czy wyciągnąłeś z tego faktu jakieś pozytywne wnioski?

KW: Tym razem ten problem na pewno nie zaistnieje. Po prostu jest tylko jedna droga i na dodatek trudna. Od strony chińskiej nie ma łatwych dróg. Czy Krzysiek weźmie plecak i popruje na szczyt? Niekoniecznie Krzysiek, choć nie wykluczam takiej możliwości. Jednak dla mnie osobiście jako dla organizatora i kierownika wyprawy najważniejsza jest odpowiedzialność za ludzi. Uważam, że nic za wszelką cenę, mamy wszyscy wrócić cali i zdrowi. Średnia wieku jest na pewno mniejsza, gdyż jedzie z nami dwóch młodych wspinaczy z KW Warszawa i pięciu młodych ludzi jako grupa wspomagająca.

IG: W zeszłym roku myślałeś, iż da się "zrobić" polsko-wschodnią wyprawę na K-2 za mniej niż 100 000 dolarów - czy udało się to zrealizować? A jeżeli nie, to czy Twoja wyprawa nie jest czasami powtórzeniem wyprawy Andrzeja Zawady sprzed 15 lat za milion dolarów?

KW: Tak, dałoby się zrealizować, ale wtedy był mój pomysł, że gdyby nie znalazł się sponsor czy sponsorzy, aby pokryć koszty typowej dużej wyprawy himalajskiej to można by to przechytrzyć w ten sposób, że jedziemy w Karakorum czy Himalaje, wchodzimy na szczyt ośmiotysięczny w czwórkę, potem jedziemy pod K-2, siedzimy tylko w bazie i czekamy na pięć dni bezwietrznej pogody. Szansa na to jest niewielka, ale może się udać i wtedy da się to zrobić. Natomiast druga możliwość to zaciężna wyprawa. Jedzie duża liczba osób na dwa, trzy miesiące i czeka na pogodę. Trzeba wybrać pewną opcję. Dla tej ostatniej koszty znacznie wzrastają i aby w ten sposób jechać na K-2 zimą, trzeba mieć nie mniej niż 200 000 dolarów. Wtedy to miałem na myśli, mówiąc że za 100 000 można ją zrobić. Tylko że w innej logistyce. To jest też sposób. Jak nie masz dużo pieniędzy to mówisz: "spróbujemy", na tym to polega. Jak jesteś zaaklimatyzowany, czekasz na trzy, cztery dni dobrej pogody, ja drogę znam, można się wtedy wspinać w stylu alpejskim, biwak za biwakiem, idziesz na 6 000, na 7 000, na 7 800 m., na szczyt, potem dwa dni zejścia i po wyprawie. Natomiast co do wyprawy Andrzeja, to może nie była aż za milion dolarów, ale na pewno była bardziej kosztowna, choćby dlatego, że została zorganizowana od strony pakistańskiej, gdzie jest długi lodowiec.

IG: W latach 80-tych polskie ekspedycje, mniej zasobne od zachodnich miały sukcesy właśnie między innymi dlatego, iż nie mogły sobie powiedzieć "jest trudno, wrócimy za rok", bo wiedziały, iż takiej możliwości może nie być. Jeżeli już się udało wyjechać, to z pełną determinacją należało zdobyć szczyt. Czy nie uważasz, że w chwili obecnej nasze wyprawy są już typu "zachodniego"?

KW: W pewnej części tak. Wynika to z tego, że oprócz wspinania ludzie mogą dziś zrealizować się w innych domenach życia. Nie jest wyłączną domeną wspinanie. W latach 80-tych bardzo trudno było gdziekolwiek coś zrobić, wybić się, więc to wspinanie było jedyną szansą, jedynym polem dla ludzi, którzy mieli ambicje, chcieli coś zrobić. Natomiast dziś możesz założyć firmę, możesz zostać super menadżerem. Jest wiele innych możliwości realizowania się, przez co stał się alpinizm dla wielu ludzi wspaniałym, przyjemnym, weekendowym sposobem na spędzanie czasu. W związku z tym, w tym aspekcie możemy powiedzieć, że przybliżyliśmy się do "zachodu". Jednak zauważ, że dla wzmocnienia składu wyprawy jedzie z nami czterech alpinistów ze Wschodu. Pomyślałem, wiedząc jak są oni głodni wspinania i sukcesów, iż trochę takiego fermentu na wyprawie się przyda, bo oni będą bardzo ciągnęli do góry. Wymyśliłem sposób, iż będę mieszał zespoły, wprowadzając tym samym do grupy elementy konkurencji, co może przyczynić się do sukcesu wyprawy.

 IG: Czy po wyprawie na K-2 masz jakieś dalsze plany?

KW: Następny ośmiotysięcznik niezdobyty zimą.

IG: Podczas czatu na onet.pl po ostatniej wyprawie stwierdziłeś, iż "...brak chętnych wśród młodych na eksplorację zimową" - a może to jest tak, że chętni by się znaleźli tylko nie mają pieniędzy, a obecna struktura PZA i Klubów Wysokogórskich nie pozwala na ujawnienie się tych chętnych, bo bardziej zajmuje się tworzonymi zakazami i nakazami niż promowaniem sportów wysokogórskich?

KW: Muszę przyznać, iż ostatnio zmieniłem zdanie na ten temat. Spotkałem się z dziwną dla mnie reakcją, gdyż po medialnym zaistnieniu wyprawy, otrzymałem mnóstwo maile'i od młodych ludzi, którzy wyrazili chęć natychmiastowego współuczestnictwa. Poproszeni o przedstawienie swojego życiorysu górskiego, potrafili udowodnić, że nie są to jacyś marzyciele tylko ludzie mający już za sobą pewne doświadczenie. Wobec tego świadczyłoby to o tym, iż moje poprzednie twierdzenie wynikało jakby z pewnej niewiedzy. Byłem zdziwiony i zaskoczony tym faktem. Dostawałem maile pt. "Panie Krzysztofie mogę jechać zamiatać, sprzątać, nosić, ładować akumulatory, ja muszę jechać na tę wyprawę". Są to w większości członkowie klubów wysokogórskich, którzy są młodzi, wspinają się, są ambitni i mają pokończone kursy. To dobrze wróży na przyszłość, jednak oznacza, że zamarła praca klubowa. Kiedyś było tak, że takich młodych ludzi klub natychmiast ciągnął w górę. A teraz tego nie ma. Zostało paru starych repów, którzy sobie coś tam zorganizują i mówią: "co my mamy Ciebie promować, sam sobie zrób". Kiedyś starsi byli siłą ssącą dla młodych, natomiast teraz porobiły się pewne hermetyczne grupy kastowe i stąd pewnie takie maile. Moja poprzednia opinia wynikała z tego, iż miałem informację typu klub, typu PZA, nikt nic nie wie, nie ma młodych. Okazuje się, że trzeba w jakiś sposób do tych młodych ludzi dotrzeć. Myśmy dotarli w sposób okrężny poprzez media, które podając informację o wyprawie zaczęły nagłaśniać ten temat i okazało się, że są tacy ludzie. Problem w tym, iż o wyprawie dowiedzieli się z mediów a nie poprzez pracę klubową, kontakty pomiędzy klubami czy komisjami sportowymi.

IG: Dostałeś poprzednio od PZA w formie dofinansowania na wyprawę kwotę 1 000 zł, czy podczas przygotowań do obecnej wyprawy coś się zmieniło?

KW: Akurat w tej sprawie nie mam nic do zarzucenia PZA, gdyż znam jej budżet i zdaję sobie sprawę, iż nie mogli wiele pomóc. Rozumiem to.

IG: Rozgorzała ostatnio burzliwa dyskusja wywołana artykułem Grzegorza Skorka w "Górach". Zarzuca się ekipie Jacka Fludera że:"
- przemycili nadbagaż w liniach TAT,
- z lenistwa nie przeszli na lodowiec Ruth, skąd mieli być odebrani,
- oszukali rangersów udając, że St Piecuch ma kontuzjowaną nogę, czym wymusili przylot TAT na lodowiec Buckskin."
Jakie jest Twoje zdanie na temat ich poczynań?

KW: Niestety nie znam dokładnie całej sytuacji, więc wolałbym nie wypowiadać się na ten temat.

IG: Chciałbym wrócić jeszcze do wielkiej tragedii, jaka wydarzyła się w grudniu zeszłego roku. Niedawno temu, cytuję: "Aleksander Lwow, drugi biegły powołany przez nowosądecką prokuraturę, skrytykował organizację i przeprowadzenie grudniowej akcji Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Krzysztof Wielicki stwierdził, że akcję należało kontynuować, a droga podejścia na lawinisko była optymalna. Dla pewności powołano drugiego biegłego, którym został alpinista Aleksander Lwow, redaktor naczelny miesięcznika "Góry i alpinizm". Jego opinia jest diametralnie odmienna - uznał wyprawę po zwłoki za niepotrzebne narażanie życia, a sposób podejścia za niezgodny ze sztuką taternicką. Naczelnik TOPR Jan Krzysztof nie chce komentować wyników drugiej ekspertyzy." (cytaty za: Dziennik Polski z dnia: 2002-10-19). Czy mogę prosić o komentarz?

KW: Najpierw chciałbym sprostować błąd w pytaniu a w zasadzie w cytacie, który przytoczyłeś. Twierdziłem, że wybrana przez ratowników droga była jedną z dopuszczalnych, a nie optymalną. A co do ekspertyzy A. Lwowa. No cóż, każdy ma prawo do swojego zdania, natomiast "podziwiam" jego odwagę w ferowaniu pewnych opini o karygodności pewnych przedsięwzięć; "podziwiam" taką odwagę a nawet determinację w opiniowaniu sytuacji, której nie było się naocznym świadkiem. Ja w każdym razie podtrzymuję, iż metoda przeprowadzenia akcji ratunkowej nie była karygodna. Popatrz na tę akcję, także od strony grupy, idącej z dołu do swoich dwóch kolegów będących przy ofiarach (prawdopodobnie już nieżyjących). Czyżby mieli im powiedzieć: chłopaki my robimy odwrót, bo jest lawiniasto, a wy sobie jakoś radźcie u góry? Gdyby im się coś stało podczas odwrotu, to mielibyśmy teraz identyczną sytuację, a Janowi Krzysztofowi zarzucano by, iż odwołał akcję. Przecież oprócz tego, iż grupa idąca z dołu szła na pomoc, to była także grupą wspierającą dla tych u góry. Czy jeżeli strażak wkracza do palącego się domu, bo może tam ktoś jeszcze jest lub jeśli kierowca karetki przekracza na sygnale dozwoloną prędkość, bo wiezie umierającego, to jest to karygodne? Przecież i ten strażak i ten kierowca naraża często życie swoje i innych. Ratowanie życia innych w ekstremalnych warunkach zawsze będzie miało w sobie pewien element ryzyka i nigdy nie da się objąć w jakieś regulaminy czy przepisy.

IG: Rok 2002 jest ogłoszony przez ONZ rokiem gór czy w związku z tym stało się według Ciebie coś spektakularnego w tym roku w górach?

KW: Niestety mam wrażenie, iż jakoś minął ten rok bez echa. Nie przypominam sobie raczej nic spektakularnego.

IG: Jaki jest Twój stosunek do Karty Taternika i Wspinacza na tle faktu, iż mamy przystąpić do Unii Europejskiej?

KW: No cóż, ja sam posiadam Kartę Taternika nr 183, jednak poszedłbym raczej w kierunku modelu europejskiego, tzn. przynależność do klubów zrzeszonych w PZA powinna być tą przepustką do wejścia na teren wspinaczkowy i uprawniać do wspinania. Tu nie można żadnych zakazów wprowadzić; powinien działać kodeks cywilny. Jeśli ktoś się idzie wspinać bez uprawnień i się zabije - jego sprawa. Natomiast co do parków narodowych - zwłaszcza Tatrzańskiego Parku Narodowego, co próbowałem mówić na zjeździe członków PZA - zobaczmy, że wszędzie na świecie też są parki narodowe i to czy tam się wchodzi czy nie, nie zależy od legitymacji. Tylko kupujesz bilet do parku i wchodzisz. Natomiast jeżeli tamtejszy turysta widzi tablicę z napisem, że w rejon takiej a takiej doliny wejście w tym miesiącu jest z jakiegoś powodu zakazane, to tam po prostu nie wchodzi, ale jest to sprawa edukacji a nie zakazów i nakazów. Jest to podobna sytuacja jak w przypadku ekologii. Jej naprawę powinno się przeprowadzać drogą edukacyjną a nie administracyjno-regulaminową. Edukacja, nic więcej. Legitymacja winna być elementem przynależności do klubu. Jednak, jeżeli nasze ustawodawstwo parków narodowych wymaga dodatkowych uprawnień, to powinno się umożliwić wspinaczkę wszystkim członkom klubów, gdyż każdy klub posiada własny statut i zakazy będą niespójne z tymi statutami. Zdarzy się, iż jakiś klub zatwierdzi, że jego członkiem może być np. biznesmen, który się nie wspina, ale on chce płacić składki i być członkiem klubu. Nie powinno się wewnątrz klubu dzielić członków na tych, którzy mają uprawnienia i tych, którym ich brak. Albo jest członkiem klubu i ma uprawnienia, albo nie. Jaki był powód jego przynależności to nie ma znaczenia. Rolą i polityką klubu jest robić tak, aby nie powstała z tego organizacja, gdzie wszyscy depczą u góry i nikt nic nie robi. Skrajnym przykładem takiej organizacji jest CAI, który ma 2 miliony członków. I tam każdy jest członkiem UIAA, czy on się wspina czy nie, czy przeszedł VI, czy II, czy turystycznie - to nie ma znaczenia. Ma uprawnienia, ma zniżki, płaci składkę, to wszystko - i to powinno być legitymacją. Być może u nas jest jeszcze na to za wcześnie, ale powinno to iść w tym kierunku - a nie obostrzeń i nakazów.

IG: Na koniec. Co poradziłbyś młodym taternikom czy alpinistom chcącym zacząć wyprawy w wyższe góry świata?

KW: ...być ze mną w kontakcie. Ja im powiem jak to zrobić.

IG: Dziękuję za wywiad i oczekuję z niecierpliwością na wieści z Karakorum o sukcesie.

Dla zainteresowanych podaję adres email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. W przypadku jakichkolwiek komentarzy lub pytań do członków Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego podaję adres email Klubu: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub zapraszam na forum dyskusyjne na stronie klubowej.

loading...
Dla Niej
loading...
Dla Niego
loading...
Dla Dzieci

Artykuły Strefy Outdoor

loading...
Nowości
Produkty i testy
Porady
Producenci